OMG! Wytwórnia Słowobrazu – list do Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Publikujemy list wysłany do Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Piotra Glińskiego przez wydawnictwo OMG! Wytwórnia Słowobrazu

Szanowny Panie Ministrze,

W nawiązaniu do listu przesłanego w dniu 15 marca 2017 roku, w którym to liście wraz z innymi wydawcami sprzeciwiliśmy się założeniom projektu ustawy o jednolitej cenie książki, chciałabym przedstawić szczegółowo stanowisko OMG! Wytwórni Słowobrazu – małego niezależnego wydawnictwa specjalistycznego.

OMG zostało założone w 2015 roku jako wydawnictwo dedykowane komiksom i opowieściom graficznym dla dojrzałego czytelnika. Potrzeba powołania „kolejnego na rynku” wydawnictwa wynikła z mojej wieloletniej pasji czytelniczo-komiksowej oraz niemałego stażu w pracy przy przygotowywaniu komiksów do wydania w innym wydawnictwie. Byłam również przekonana, że OMG będzie mogło zaoferować dorosłym polskim czytelnikom znane i cenione tytuły, które jeszcze się na rodzimym rynku nie ukazały. Po trudnych wielomiesięcznych negocjacjach z wydawcami zagranicznymi rozpoczęliśmy w trzyosobowym składzie prace nad pierwszym tytułem. Inwestycję pokryłam w pełni z własnych oszczędności. Tytuł udało się wreszcie wydać (choć nie bez poważnych przeszkód) i jest obecnie dostępny dla czytelnika zarówno w wybranych księgarniach internetowych, jak i poszczególnych sklepach specjalistycznych sprzedających komiksy. Sukcesem zakończyły się nasze kolejne negocjacje i jeszcze w tym roku planujemy wydać drugi tytuł.

Kim jest nasz czytelnik? To najczęściej również pasjonat, osoba dobrze orientująca się w temacie wydawanych w Polsce komiksów i opowieści graficznych, kupująca przynajmniej kilka pozycji miesięcznie i wydająca na nie wówczas nawet do kilkuset złotych. Ten sam czytelnik poświęca czytaniu i kolekcjonowaniu znacząca część swojego życia nie tylko w aspekcie finansowym. Pozwalam sobie wskazać powyższe informacje jako kluczowe dla zrozumienia istoty współczesnego polskiego rynku komiksów, który jest bezsprzecznie częścią rynku książki, ale rządzi się nieco innymi prawami. To, co zdecydowanie wyróżnia rynek komiksów, to następujące cechy:

  • wyższa przeciętna cena jednostkowa wynikająca ze znacznie wyższych kosztów druku i materiałów w porównaniu ze zwykłą książką;
  • charakter kolekcjonerski – czytelnicy zwracają ogromną uwagę na jakość wydania, są skłonni zapłacić za nią więcej;
  • ogromne zróżnicowanie tytułów, zarówno pod względem tematyki, długości (zamknięte historie vs. serie), pochodzenia kulturowego, gatunków literackich, do których nawiązują;
  • wysoki stopień niszowości:
    • szacunkowa liczba nabywców komiksowych, którzy regularnie kupują (przynajmniej kilka razy w roku), wynosi od tysiąca do kilku tysięcy osób; nikt nie prowadzi badań tego segmentu, gdyż przy takiej jego liczebności jest to po prostu nieopłacalne; co za tym idzie, nakłady na tym rynku są najczęściej mocno ograniczone, sporadycznie przekraczają 1 500 egzemplarzy;
    • komiks nadal w polskim społeczeństwie kojarzony jest pejoratywnie – z czymś gorszym od książki, infantylnym, ogłupiającym, co wynika z ogromnej niewiedzy o tej formie sztuki; na świecie sztuka komiksu kwitnie, oferta wydawnictw ukierunkowanych na dorosłego czytelnika z rynku amerykańskiego, frankofońskiego czy japońskiego jest przeogromna.

Pozwoliłam sobie na tak szeroką dygresję na temat rynku komiksów dla dojrzałego czytelnika w Polsce, aby pokazać pewne zależności, na które wpłyną regulacje przedstawione w projekcie ustawy o jednolitej cenie książki. Z jednej bowiem strony mamy czytelnika, który wydaje dużo pieniędzy na swoją pasję i dla którego każda obniżka cenowa ma znaczenie; taki czytelnik aktywnie poszukuje najlepszych ofert cenowych, bo dzięki nim może zakupić 5 komiksów miesięcznie (w cenie średnio od 40 do 130 zł za jeden egzemplarz) zamiast 4. Rabat, jaki czytelnik otrzymuje od księgarni, nie ma najmniejszego wpływu na postrzeganie komiksu jako „gorszego” dobra kultury; wpływa zaś na kształtowanie wizerunku samej księgarni internetowej jako przyjaznej temu czytelnikowi. Z drugiej strony mamy małego, niezależnego wydawcę, który komunikuje się z czytelnikami przez Internet i właśnie dzięki księgarniom internetowym ma możliwość zbytu swoich tytułów – de facto te księgarnie zapewniają czytelnikowi niszowemu biblioróżnorodność, bo w małych księgarniach stacjonarnych nie ma najmniejszych szans na pozyskanie tytułu niezależnego wydawnictwa komiksowego. Mały wydawca jest też pozbawiony jakiejkolwiek możliwości wprowadzenia swoich tytułów do dużych sieci dystrybucyjnych – warunki handlowe tych sieci (wyśrubowane rabaty, nieuzasadnione z rynkowego punktu widzenia, rozciągnięte terminy płatności) nie są do przyjęcia dla podmiotu, który dopiero rozpoczyna działalność; graniczą bowiem z biznesowym samobójstwem. Oczywistością jest, że na rynku książki szeroka dystrybucja, czyli obecność tytułu w różnych miejscach zakupu, to również forma promocji tego tytułu.

Ustawa o jednolitej cenie książki w kształcie, w którym obecnie jest nam prezentowana, uderza zarówno w czytelnika, odbierając mu możliwość szerszego zakupu tytułów, które realnie kształtują jego pasję, jak i w takiego małego wydawcę, jakim jest OMG. Zwiększa bowiem prawdopodobieństwo, że nasze tytuły (mniej znanego wydawcy, o ograniczonej promocji) znajdą się w właśnie w puli „o ten jeden komiks mniej miesięcznie”. Portfele czytelników nie są z gumy; usztywnienie cen to dla nich wyraźny sygnał braku dbałości o rozwój ich czytelnictwa. Nie mówimy tu już o szumnie komentowanym „czytelnictwie polskim”, ale o czytelnictwie jednostek, realnych osób, które czytają i czytać chcą!

Co się stanie z OMG, jeśli ustawa wejdzie w życie? Zapewne przez dłuższy czas nie zakupimy żadnej nowej licencji, będziemy bazować tylko na dwóch wspomnianych wcześniej tytułach. Nie jesteśmy bowiem w stanie przewidzieć jednoznacznie, jak zachowają się czytelnicy komiksowi po wejściu ustawy, a każdy nowy tytuł w takiej sytuacji oznacza podjęcie ryzyka nietrafionej kalkulacji wysokości ceny oraz nakładu. Być może ktoś powie: to tylko przypadek jednego wydawnictwa z tysięcy małych wydawców, raptem dwa tytuły rocznie z obecnego zalewu nowości. Tak, zgadza się, to jeden przypadek deklaracji ograniczenia działalności, ale konkretny i namacalny. To nie dywagacja, ale realny scenariusz brany pod uwagę przez nasze wydawnictwo. Mamy również powody sądzić, że nie jesteśmy w takim postrzeganiu rzeczywistości odosobnieni. Zakup książki podlega zasadom równowagi rynkowej (podaż równoważy popyt), a żaden racjonalny wydawca w sytuacji wzrastającej niepewności warunków rynkowych nie zechce podjąć ryzyka przekraczającego jego możliwości finansowe. Ograniczenie oferty nowości wydaje się zatem być najbardziej prawdopodobnym scenariuszem nie tylko dla OMG. W ten oto sposób ustawa, która w zamierzeniu miała promować małych niezależnych wydawców, zapewniać dzięki ich ofercie biblioróżnorodność, odniesie dokładnie przeciwny efekt.

Dlatego zwracam się z apelem do Pana Ministra, aby w analizie skutków tak sformułowanej ustawy brać pod uwagę nie szumnie komentowane ogólniki, ale konkretne życiowe przykłady, jak przytoczony przeze mnie przykład OMG. Nie odnoszę się w tym liście do alternatywnych rozwiązań poprawy sytuacji czytelnictwa w Polsce oraz poprawy stanu polskiego rynku książki, gdyż zostały one opisane szczegółowo w liście przesłanym wcześniej wspólnie przez różnych wydawców. Nie mam natomiast najmniejszej wątpliwości, że każdy z tych wydawców spodziewa się, iż ustawa o jednolitej cenie książki okaże się bezpośrednio szkodliwa dla jego biznesu, nie wspominając już o szkodliwości w skali ogólnej.

Z poważaniem,

Katarzyna Kamieniarz

Zarządzająca OMG! Wytwórnią Słowobrazu